Logowanie

Gościmy

Odwiedza nas 152 gości oraz 10 użytkowników.

  • Sainti
  • joca666
  • g_kamyk
  • Tomcat
  • wolek
  • Arryyyy
  • xlagg5
  • Rolnik
  • Szczepcio
  • Howardhoche

Cracovia Maraton 2017 na rolkach - kilka wskazówek i informacji praktycznych dla tych co chcą zmierzyć się z dystansem 42 km

 

Kraków, 29 kwietnia 2017, błonia (12 okrążeń), godz. 15:00. Jedyne, na ten moment, zawody rolkowe w Krakowie; strona i zapisy tutaj.

Impreza będąca dodatkiem do wydarzenia biegowego, od lat w ogóle nie jest promowana przez organizatora, jeśli nie liczyć drobnego druku na plakacie w dniu kiedy się odbywa. W tym sezonie pierwszy raz da się już znaleźć link do zapisów, pojawił się profil na facebooku, a na konferencji prasowej padło "maraton na rolkach" zamiast "inne imprezy".

Przejechałem 5 edycji tego maratonu, to dla mnie swego rodzaju tradycja. Zaczynałem na - już wtedy wiekowych - rolkach 4x84 mm. I pierwsza sprawa - do ukończenia maratonu czy też przejechania go w czasie poniżej 2 godzin nie potrzeba "szybkich" rolek na dużych kołach, klubowej przynależności, kosmicznych strojów czy depilowania łydek celem zmniejszenia oporów powietrza.

Poniżej kilka moich obserwacji w kontekście Cracovia Maraton (dalej - CM) zebranych na przestrzeni lat.

 

1.) Umiejętności i trening

Chcesz ukończyć? Jeśli jeździsz tak, że potrafisz przejechać 20-25 km i więcej, czujesz się pewnie podczas jazdy do przodu i zakręcania to pokonasz maraton w limicie czasowym 3h lub szybciej. Ile to jest ~25 km? Brałaś/eś udział w nightskatingach? To jest właśnie taki dystans, tylko, że tempo nocnego przejazdu jest znacznie wolniejsze, co ma ten plus, że pokazuje jak reagujesz na długie przebywanie w rolkach. Podczas maratonu prawdopodobnie spędzisz w nich właśnie tyle (~2,5h).

Chcesz przejechać w czasie około 2h lub lekko poniżej? Przy regularnej jeździe fitnessowej jest to jak najbardziej możliwe również szybciej.

Czasy 1:50 i krótsze wymagają już pewnego doświadczenia i treningu, jednak nadal nie jest konieczne posiadanie rolek do jazdy szybkiej. Chcesz jeszcze szybciej - tu potrzeba już pracy nad techniką jazdy, najlepiej z kimś kto się na tym zna.

 

2.) Rolki

Każde technicznie sprawne.

 

3.) Rzeczy techniczne

Przeczyścić i nasmarować łożyska; na zawody - małą ilością oliwki; ja używam takiej do maszyn do szycia. Koszt: kilka złotych. Dokręcic śruby przed startem: w kołach i w szynie - na chropowatych asfaltach mogą się poluzować i wtedy - jak nie masz klucza - to schodzisz z trasy, tj. tak czy tak schodzisz: albo na chwilę albo na dobre. O ile odkręcone drugie lub trzecie kółko pozwala na dojechanie do mety to pierwsze albo czwarte, a zwłaszcza poluzowana szyna - już nie... Warto mieć klucz ze sobą. ZAWSZE. Sam nie zawsze go mam i kilka razy był potrzebny - zawsze wtedy kiedy go nie miałem. Sprawdziłem: 1 na 5 rowerzystów w Krakowie ma przy sobie narzędzia ;)

Okulary - biorę na każdą pogodę. Przeciwsłoneczne albo "szybki" bo jak wpadnie coś do oka to się robi niemiło, z zejściem z trasy włącznie. Muchy i muszki jako dodatkowa porcja białka lepiej przyswjalne są ustami niż oczami.

Numer startowy - nie raz spotykałem sie z tym, że na starcie kazali przekładać numer z pleców na klatę albo odwrotnie bo w regulaminie było inaczej. Tak naprawdę o miejscu przypięcia numeru decyduje to gdzie jest chip - jak jest w numerze to przypina się go z przodu: na udo albo na klatę; jeśli chip jest osobno (zakładany na nogę/buta/sznurówki) to numer w zasadzie obojętne gdzie będzie; chyba, że bijemy się o miejsca na pudle w open (wtedy za niezgodne z regulaminem umiejscowienie numeru sędzia ma prawo do zrobienia nam DQ).

 

4.) Zasady na trasie

Niektóre pisane inne niepisane. Czasem spiker o nich wspomni czasem nie, pisana część jest w regulaminie, więc wypiszę te niepisane.

"Lewa wolna". Najważniejsza zasada na zawodach. Co robię? Jak słyszę to zjeżdżam możliwie na prawo i przepuszczam krzyczącego lub - częściej - całą ich grupkę. Jak to ja krzyczę to robię to odpowiednio wcześnie, a nie 2-3m za plecami osoby, którą chcę wyprzedzić; po fakcie rzucam "dzięki".

Zachowuję możliwie prosty tor jazdy - zawody to nie wieczorny przejazd, randka czy inne spotkanie towarzyskie.

Start - ustawiam się w miarę swoich możliwości, więc osobiście nie staję w pierwszej/drugiej linii. Na starcie się "kotłuje" więc jeśli nie biję się o miejsce w szybkich grupach to się tam nie pcham. Przebicie się przez ten młyn wymaga dość specyficznych umiejętności, z innej - jeśli już mam pewne doświadczenie w zawodach - przebicie się przez osoby startujące wolniej może zająć trochę czasu i wpłynąć na końcowy wynik.

 

5.) Pogoda

Na 5 edycji CM, które przejechałem 4 były mniej lub bardziej po wodzie. Taki mamy klimat o tej porze roku. Sorry. Padało przed, padało w trakcie i nie padało po - tak bywało na moich CM. Mokra nawierzchnia to pewne konsekwencje: mniejsza przyczepność (głównie na zakrętach i przy długich/dalekich odbiciach) i bardzo prawdopodobna konieczność serwisowania łożysk po fakcie. O ile mniejsza przyczepność? O tyle, że nie zauważyłem specjalnej różnicy w czasie przejazdu, ani swoim, ani innych... Powoli na zakrętach i można jechać. Chcąc startować w zawodach trzeba liczyć się z jazdą po mokrym. Boisz sie? To naturalne, sam się bałem pierwszego startu "po wodzie". Bolek, którego spotkałem, powiedział: "spróbuj, zobacz jak to jest, zawsze możesz zejść z trasy jeśli nie bedziesz czuć się bezpiecznie". Zszedłem. Za linią mety. I za to jedno zdanie mu dziękuję. Moje wyobrażenie jazdy po mokrym było inne niż jest w rzeczywistości. Dzisiaj jadę bez względu na pogodę.

Wiatr. Statystycznie najczęściej jakiś jest; jak jest to głównie zachodni, czyli na Focha w plecy, na 3 Maja w twarz. Czasem i tu i tu w twarz, nigdy i tu i tu w plecy... Taki o predkości powyżej 30 km/h daje się wyraźnie odczuć. Z doświadczenia - wolę jak leje niż jak wieje. Bywa, że wieje i leje. W taka pogodę - jeśli jest chłodno - warto mieć na sobie coś co nie nasiąknie wodą.


6.) Nawierzchnia i trasa

Błonia. 3,5 kilometrowe okrążenie, pokonywane odwrotnie do wskazówek zegara; głównie asfalt. Około 400 m chodnika lekko pod górę, w stanie - w kategorii chodników - satysfakcjonującym. Kolejne 300-400 m wąskiej i miejscami nierównej alejki wzdłuż Rudawy. Jeśli pada i jest mokro to z kurzu, który jest na odcinku nad Rudawą robi się lekkie błoto - do przejechania, jednak jest wtedy śliskio. Nawrót o blisko 180 stopni w okolicach "Cracovii" - warto zwolnić, zwłaszcza na mokrym i w tłoku.

 

7.) Liczenie okrążeń

Dla wszystkich chcących jechać w Cracovia Maraton - to jest 12 okrażeń wokół błoń. Dużo i niedużo. Każdy do 12 liczyć umie; tak się przynajmniej wydaje do momentu kiedy nie jesteśmy bardzo zmęczeni i mamy zrobione 5-7 okrążeń z docelowych 12. Potem pewność co do tego ile naliczyliśmy może spadać, zwłaszcza jak ktoś obok poda inna ilość... Historie z liczeniem i swoje doświadczenia szerzej opisuję na forum, tu jedynie polecam wziąć pod uwagę to, że te okrążenia trzeba sobie liczyć i warto zastanowić się jak to zrobić. Zegarki z GPS na zakrecie o 180 stopni mogą fałszować mierzony dystans.

 

8.) Jedzenie i picie

Maraton jedzie się maks 3 godziny (limit organizatora), pierwszy raz to najczęściej czas w okolicach 2,5h. Czas, w którym trzeba pić i warto coś jeść. Co wziąć? Lub jeśli nie biorę nic ze sobą to na co mogę liczyć w punkcie odświeżania? Co dają na trasie? Różne rzeczy w różnej formie. Pamietam, że 3 lata temu czytajac regulamin CM - jestem tym 1% ludzi, którzy to robią - lekko sie naciąłem. Napisali tam, że dają izotoniki, banany i chyba nawet cytrusy. Pojechałem z pustymi rękami bo sobie wezmę. Skąd wezmę jak nie ma? Jak się potem okazało, ten fragment regulaminu był po prostu przekopiowany z eventu biegowego do rolkowego i nie miał nic wspólnego z rzeczywistoscią ani w tamtym roku ani w żadnym nastepnym, mimo że zapis niezmiennie figurowal w zasadach. Na trasie była tylko woda.

Kubeczki... Woda podawana jest coraz częściej w plastikowych kubeczkach. Od niedawna jest tak na CM. Przyszło to z imprez biegackich, bo tam sie sprawdza. Jednak co sprawdza się tam nie sprawdza się tu i podczas jazdy na rolkach konsekwencją tej wersji "punktu odświeżania" jest to, że zamiast zawodnika, odświeżony jest asfalt. Nie widziałem jeszcze kogoś kto - nie zatrzymując się - potrafi wziąć taki kubeczek, nie zgnieść go i zachować w nim choćby łyk wody.

Na KAŻDE jedne zawody biorę więc swoje napoje i swoje jedzenie. Butelka z cumlem. Izotonik. Na pewno nie zakręcana bo jak wypadnie zakrętka podczas otwierania/zamykania to mam problem... Banany albo żele. Zjedzenie czegokolwiek twardszego wymagajacego popijania (ziarniste batony, marsy, snickersy itp) i jednoczesne swobodne oddychanie jest u mnie niemożliwe, jak ktoś ma sposób na połączenie tych dwóch rzeczy - niech da znać.

 

Co dają zawody?

Zależy kto i jak popatrzy... Dla mnie - przede wszystkim znajomości, wspomnienia, emocje i doświadczenie. Przed - już od momentu odbierania numeru i pakietu, przez ten moment stania na starcie i czekania na strzał, odliczanie... W trakcie - jak widzę dopingujących ludzi na trasie. Na mecie - zawsze się to pamieta, zwłaszcza pierwsze razy na danym dystansie, każdy niech przekona się sam co poczuje. Zdobywajac ten pamiątkowy medal za każdym razem jak na niego patrzę to sobie przypominam co do niego doprowadziło. Po - zdjecia, medale, znajomości i to uczucie wieczorem kiedy zasypia się jak dziecko :)

W materii zawodów osobiście polecam zdecydowanie zapomnieć, że to są zawody. Bardzo często spotykam podejście na zasadzie: "nie dam rady", "będę ostatni/a", "jestem gorszy/a", "ja tak nie umiem", "wygłupię się", "będą się śmiali", "nie będę się wychylać"... Taki obraz rywalizacji czy oceny poprzez negatywne porównywanie wynosimy głównie ze szkoły, gdzie akcentowane były praktycznie wyłącznie błędy. Czy to służy nabywaniu nowych doświadczeń? Wolę podejście na zasadzie: jadę na nową trasę, zamkniętą dla wszystkich innych na czas trwania imprezy, poznaję nowych ludzi, miejsca, zdobywam doświadczenie. Jeżdżę bo lubię się ruszać. Tak, mam też cele: ukończyć czy poprawić swoje czasy. Jeśli celem było ukończyć to nie jest ważne, który będę. Ostatni ten cel też osiąga :)

Przekładając na rolki słowa znanego biegacza, Emila Zatopka: jeśli chcesz jeździć – przejedź kilometr. Jeśli chcesz zmienić swoje życie – przejedź maraton. Czy zmieni coś w Twoim?


Szyszkownik
Share

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież