Kicking Asphalt 2021
Jakby co daj znac. 2x10, 2x5, 8x2,5 🙂 Sprzet z historią i potencjalem do wytrenowania sily potrzebnej do znaczengo poprawienia czasów na kazdej trasie 🙂 Tymi zabawkami cwiczylem w slynnym 2015 😀
Hasło na dziś:
"Wszyscy mamy dwa życia.
To drugie zaczyna się, gdy zorientujesz się, że masz tylko jedno."
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
No i kolejny WueF zaliczony.
Tym razem był kosz na dogrzanie i okazało się, że poziom ambicji w klubie jest zbyt wysoki na tak kontaktowy sport. Zanim krew się polała przeszliśmy płynnie do unihokeja. Który też daje możliwości przywalenia kijem, czy piłką, ale mimo wszystko kaliber jest mniejszy.
Potem mniej więcej to samo co zeszłym razem. Wprowadzone trzy nowe ćwiczenia, które do aspektów siłowych i stabilizacyjnych ćwiczeń podstawowych dokładają po prostu elementy koordynacyjne. Innymi słowy starają się zamieszać w głowie, ale cały czas trzeba być nisko.
Trochę się bałem, bo po siłce zakwasy gdzieniegdzie mam epickie, ale porządna rozgrzewka i wszystko można!
Jutro rowerek, w sobotę rolki, roleczki, rolunie!
Na halę marsz! 😆
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
Coś czuję, że rowerek będzie bardzo lekki, albo po prostu krótki. Takie pół godzinki, żeby przepuścić trochę krwi przez mięcho.
"Zakwasy" po siłce dają strasznie w skórę. Tym razem przycelowałem w mięśnie, które do tej pory nie były specjalnie męczone. Przedramiona (chwyt sztangi), dwójki (martwy), góra pleców (stabilizacja przy martwym). Zwłaszcza lewe, słabsze przedramię musiałem rozprostowywać na siłę, bo miało ochotę zostać przykurczone. No, nieprzyjemne.
Ciekawe ile potrwa adaptacja?...
Dół pleców coś tam też smyra po wczorajszych wyskokach jednonożnych. Wrażenie jest identyczne przy tym, które zdarza się na rolkach, gdy robię się zbyt ambitny i pcham za mocno. Kończy się wielgachną igłą w lędźwiach. Przydadzą się te wyskoki. Może uda się wreszcie te mięśnie przycelować i uodpornić na wysiłek.
A i czwórki wczoraj dostały po nosie...
To będzie krótki rowerek.
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
Nie było rowerka.
Rozsądek zwycieżył.
Nie ma co męczyć nóg, skoro się ciągle jeszcze nie pozbierały po wtorkowej siłce.
A w sobotni ranek - ogień!
Dużo nas!
Jeszcze nikt się na nikim nie wywalił i mam nadzieję, że tak zostanie!
Ale bywa różnie.
Na przykład jechałem dzisiaj na jednej nodze dając drugiej (wewnętrznej) odpocząć choć ciut i wtedy do mnie ktoś dojechał i przekazał mi impuls. No ustałem, ale odkładając szybko drugą nogę.
Krótko: standardowy układ. Nogi zniszczone na siłce i wuefie protestowały cicho, ale starałem się ich nie dopuszczać do głosu. Paweł ordynuje za każdym razem delikatnie dłuższe serie ćwiczeń w niskiej pozycji. Za parę tygodni pewnie znowu dojdziemy do 20-30 minut.
Na łukach w lewo czułem się już pewnie i walczyłem o zejście w dół tyłkiem, a nie tylko barkami. Ciągle nie wiem jak to zrobić, żeby luźno zamiatać ręką po podłodze. Musi mi najpierw "puścić". Ale co?
W prawo przekładanka jaka jest taka jest, ale jest. Dopóki nie wejdziemy na prędkość. Wtedy koniec przekładanki. Powoli, trzeba przełamać głowę.
A tak to spoko. Chyba do przodu.
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
Hyhy, my tez zesmy spiewali nieco cieniej po ostatnich lekko silowych cwiczeniach 😉
Hammer dropped!
https://kickingasphalt.pl/?p=809
EDIT: Dwójki aka hamstringi zaczynają się powolutku odzywać...
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
W skrajnych zakresach sila miesnia jest najmniejsza. Guma jest specyficzna - pomaga bardzo na poczatku ruchu (najtrudniejsza faza), w srodku - mniej, ale i sila jest najwieksza, na koncu najmniej i sila tez jest mala. Troche tricky więc 😉
No i cóż, potwierdzone "przekoszenie" w biodrach przy schodzeniu w dół wygląda tak, że schodząc do przysiadu biodro mi się skręca w prawo. Czyli lewy kłykieć wyprzedza prawy.
Co idealnie się wpasowuje w temat: czemu składam się w prawo lepiej niż w lewo, chociaż w lewo przekładam swobodniej.
Składając się w lewo walczę cały czas o skorygowanie pozycji bioder. Dopchnięcie prawego biodra do przodu.
Tego typu niuanse są dla nas samych kompletnie niezauważalne. Ktoś musi nas przyobserwować i wiedzieć na co patrzeć. Wypatrzył to dopiero trener personalny, który weryfikował, czy mogę ćwiczyć przysiady ze sztangą.
Czas na dokończenie fizjoterapii. Wygląda, że nawet nie musi być dolegliwości (dolegliwości praktycznie ustąpiły) aby wymagać pomocy fizjo.
Sorry, taki mamy klimat.
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
Byłeś kiedyś na tajskim masażu? Polecam, by6łem ostatnio i wyszedłem jak nowo narodzony. Lepsze dla mnie niż wszyscy osteopaci i fizjoterapeuci razem wzięci. Tak rozciągają kręgosłup, że człowiek pozbywa się bólu od razu.
Biodra, nogi, mięśnie, ścięgna. Były też metody kręgarza, czyli strzelanie i nastawianie.
Fajnie tak sobie przed zawodami strzelić taki zabieg.
Rozumiem, że może być przyjemne, ale oj, nie polecam przed wysiłkiem.
Jakbyś poszedł do masażysty wyczulonego w długoterminowym utrzymaniu Twojego dobrostanu to usłyszysz, że potrzebujesz około trzy dni na dojście do siebie i w tym czasie nie należy podejmować bardzo intensywnego wysiłku.
Oprócz tego metody "kręgarskie" nie gwarantują utrzymania się efektu. Wychodzisz od kręgarza jak młody bóg, a rano jest to co zawsze. Wiem, bo przerabiałem.
Chodziłem kiedyś do kręgarza, który był wykładowcą w policealnej szkole masażu przy Królewskiej. Ociemniały, ale znakomity. Trzeszczałem jak pringlesy pod butami plutonu spadochroniarzy.
Miękkie techniki, techniki powięziowe, suche igłowanie, etc. - to jest zupełnie inna bajka.
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
Z tym, że po kręgarzu przyjemność szybko mija to masz rację. Ulga nie trwa długo.
Kilka razy byłem u Kotlarza w Katowicach. Osteopata, który właściwie leczy dotykiem. Nic nie strzela, nic nie chrupie, a efekt był widoczny. Problem w tym, że u Niego seans trwa max 30 minut, a kasuje jak za zborze..
A ostatnio jak byłem to wyszedłem rozczarowany. Coś się nie popisał.
Leczenie dotykiem...
Kojarzy mi się bardziej z energoterapią, a ta uważam jest świetnym pomysłem dla ... terminalnie chorych. Sam obserwowałem, że taka terapia dawała nadzieję i siły wydłużając istnienie daleko poza realistyczny horyzont czasowy...
Jeśli chcesz wierzyć, że terapia Ci pomaga i obserwujesz poprawę - śmiało! Go for it!
Jednak z tego co obserwuję, to sprawy zazwyczaj są proste i niemagiczne. Jak coś boli, to dlatego, że jest napięte, być może już ze stanem zapalnym o różnej etiologii. Trzeba usunąć przyczynę.
Czasami wystarczy rozluźnić zbytnio napięty mięsień, ale pytanie czemu on się napiął? No czemu? Odpowiedź na to jest trudna i najczęściej niejednoznaczna.
A dr. Biernat trafia... Prorok jaki, czy co? 😉
PS. Pudrowanie syfa było popularne w XVII wieku, bo nie znali antybiotyków.
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
Wolę puder niż antybiotyki.
A masaż przyśpieszając regenerację na pewno może pomóc. Nawet kręgarz może dać odpoczynek uszkodzonym tkankom, a resztę załatwi najlepszy lekarz na świecie, czyli nasz własny organizm. Trzeba mu dać tylko odpowiednią ilość czasu i warunki.
Łamiąca wiadomość!
Premiera!
Zabił go, teraz AGD 30% taniej!
Niesłychanie wielki odpust Pay-Per-View!
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
Nie no, z takimi super treningami to ja się nie dziwię, że masz takie rezultaty. To jest trening, a nie samotne działanie.
Fajna sprawa. Mała grupka zapaleńców i sobie zimą będą wzmacniać formę.
Szkoda że nie mieszkam w Krakowie 😀
Zobaczę jak będzie na zajęciach z Silesia Skating
Wrzucaj więcej takich filmów, posłuży jako tutorial
Ostatni post: Rolki dla początkującej 😉 Najnowszy użytkownik: florenecandelar Ostatnie posty Nieprzeczytane Posty Tagi
Ikony forów: Forum nie zawiera nieprzeczytanych postów Forum zawiera nieprzeczytane posty
Ikony wątków: Bez odpowiedzi Odwpowiedzi Aktywny Gorący Przyklejony Niezaakceptowany Rozwiązany Prywatny Zamknięte
