Maratony, wyścigi, kilometry w mieście…
V Grodziskie Biegi Rodzinne - Chlebnia - 28.04.2019
1) Logistyka
Bieg 10km na rolkach startuje o 13:00. Biegi i rolki najmłodszych dzieci od 10:00. Na poziomie zapisów mieliśmy problem - damy/nie damy rady ogarnąć dzieci przez tyle godzin? Główna decyzja jak zwykle należy do Oli - to ona bohatersko zostaje sama z trójką, gdy ja się ścigam. Decyzja zapada - dzieciaki też startują. Ja opłacony, dzieci opłacone. Na miejscu wystarczy odebrać pakiety.
Pojawiamy się jakoś 9:25 - na ponad pół godziny przed pierwszymi startami. Odbiór bardzo sprawny. Pomiar czasu na chip tylko dla dorosłych - dla mnie ok, bo nie muszę pamiętać, który chip komu. Z numerami startowymi się wycwaniłem, bo opisałem na tyłach imionami. Tzn opisałem numery chłopaków, bo mojego nie dało się pomylić z niczym - przydzielili mi jedynkę! 😀 😀 :D. Nie wiem jaki był algorytm, nazwisko nie, kolejność opłacania nie, po prostu nie wiem… Ale już drugie zawody z których wróciłem z jedynką :D.
O 9:45 startuje rozgrzewka najmłodszych. Tadzik bawi się świetnie. Nie wiem jak Grześ, bo był bardziej z tyłu z Olą i Anielką.
2a) Wyścig na 200m - bieg dla najmłodszych
W programie start był wyznaczony na 10:00 i… najmłodsze dziewczynki wystartowały o 10:00! Najlepsze, że cały harmonogram aż do końca utrzymany co do minuty. Za to wielki plus dla organizatorów.
Przyszedł czas na start Tadzika. Przez pierwsze 100m leciał łeb-łeb z innym chłopakiem. Jakby ogarniali, to by wiedzieli że walczą o 3 pozycję… No właśnie jakby ogarniali - bo już sam nie wiem. Po nawrotce chłopaczek Tadzika wyprzedził, a mój syn staje nagle na 120m i oznajmia, że się zmęczył (biegłem gdzieś koło niego, żeby dopingować). Jakoś go zmotywowałem, pokazałem metę, powiedziałem że już blisko i ruszył z miejsca, tylko że na 150m powtórka z rozrywki. Ludzie widząc co się dzieje - zaczęli klaskać i dopingować i… skutek odwrotny :(. Gadanie ojca wkurzało :/, doping ludzi wkurzał :/, podbiegła jedna Pani i próbowała przekonać - skutek jeszcze gorszy… Tadzio stoi na środku i wyje w niebogłosy. Wyprzedzili go już wszyscy - łącznie z mega maluchami biegnącymi z rodzicami za ręce. Jest d***. Podbiega pan Wojtek, główny organizator i wręcza Tadziowi medal przed metą “żeby chłopaka już nie stresować”. Z jednej strony fajnie, z drugiej - medal dostaje się za coś. W końcu udało się doczłapać do mety - trochę po trasie, trochę po trawie - Tadzio na medal zarobił, mimo że początkowo dostał na kredyt.
Tu cały czas myślę, gdzie co zawaliłem. 3 próby rozmów z synem nie dały rezultatu. Dowiedziałem się, że “chciałem pobiegać, ale nie do mety”, “wcale nie chciałem dostać tego medalu” (na argument, że może oddać Anielce, stwierdził, żę to przecież jego). Koniec końców stanęło na tym, że przed następnymi zawodami mam go zapytać, czy życzy sobie być zapisany… 4-latkowie 😉
Dla mnie lekcja duża - to co działa na Grzesia, nie działa na Tadzia. Mają zupełnie inne charaktery. W “życiu codziennym” o tym wiem, nie wiem czemu założyłem, że na zawodach może być inaczej… Albo może nie założyłem, ale łatwiej mi było pojechać znanym schematem. Nie zadziałał - trzeba będzie podejść indywidualne - choć wolałbym już nie mieć takich rozkmin ;).
2b) Wyścig na 400m - rolki
Jak już pisałem start zgodnie z harmonogramem - 10:45. Po biegu Tadzika, miałem akurat czas, żeby wrócić do auta, wziąć rolki Grzesia i je mu przyodziać. Przy okazji wyszło, że podrósł i ochraniacze na łokcie nie wchodzą już na kurtkę. Po szybkiej konsultacji z Olą, stwierdziliśmy, że leci bez kurtki (akurat się ciepło zrobiło).
W kategorii wiekowej Grzesia były 4 osoby: Grześ, dwóch UKS Sparta oraz jeszcze jeden chłopak. Młody przeskoczył magiczne 7 lat, więc od teraz startuje z większymi (2010-2012). Czyli jakby nie było, mogli być tylko równolatkowie albo starsi. Do tego stroje Sparty i to że chłopaki byli wyżsi o głowę: wszystko mówiło samo za siebie - Grześ może walczyć tylko z jednym. Po akcji Tadzika zacząłem się autentycznie stresować. Jak mi jeszcze jedne zrobi histerię, to wyjdzie, że jestem jakimś tyranem, a nie ojcem który przekazuje, że na zawodach “zabawa jest najważniejsza”. Start i… po 30 sekundach wiem, że jest dobrze.
Grześ przyjechał 3. Już po fakcie dowiedziałem się, że bardzo się denerwował, czy nie będzie ostatni, że chłopcy byli duzi, i że zaliczył glebę na nawrotce (była za zakrętem więc nie widziałem).
Jak sam stwierdził, wygrał pierwszy w życiu puchar. Na argument, że przecież ma tabliczkę, za trzecie miejsce w Bydgoszczy, i medale “pudłowe” z innych startów stwierdził, że “przecież to nie puchary”... Chłopie, nie nadążysz...
2c) Wyścig 10km - rolki
W końcu zbliża się 13:00 i mój start. Zbliża się - czyli o 12:30 zaczyna padać :/. Ola pyta czy zmieniłem kółka - odpowiadam, “tak, na sportowe” (CodeWhite + Red Bonesy). Po minie od razu widzi, że wolałbym mieć “codzienne”.
Trudno. Spadam na na rozgrzewkę, w której w tym wypadku zależało mi bardziej na zmoczeniu kółek. Zmoczyłem - nic nie pomogło. Od początku do końca - było ślisko. LO-DO-WI-SKO. Jak się mijałem na rozgrzewce z innymi rolkarzami, wszyscy kręciliśmy głowami. Z drugiej strony warunki równe dla wszystkich.
13:00 startujemy. Paradoksalnie pierwszy raz w życiu nie ustawiam się na końcu. Nie ma końca. Jest nas 6-ciu. Na liście startowej było 6M + 2K. Kobiety nie dojechały. Każdy, znając listę wcześniej stwierdziłby “jest o co walczyć”. Stwierdziłem i ja - przeszukałem internety i na wejściu wiedziałem, że nie co najwyżej mogę walczyć sam ze sobą. 4 osoby ze startujących zdeklasowały mnie w wyścigach, w których do tej pory brałem udział. 5 z lenistwa nie sprawdziłem ;).
Start. Jedziemy. Ustawiam się za kimś i po 30 sekundach stwierdzam, że mimo śliskiej nawierzchni mogę więcej. Cisnę, dopadam “pierwszego” i lecę za nim. Jedno poślizgnięcie lidera zapala mi lampkę nad głową. NIE MA POCIĄGÓW. Jest ślisko, mało czasu na reakcję, zwiększam dystans, wypadam z tunelu “aero”. Nawrotka 180 stopni po 1,25km. Wąsko i ślisko. Trzeba wyhamować do zera. Tu pokazuje się klasa Łukasza z WSR Polskater (który wygrał wyścig): jego odejście od zera i moje odejście od zera to dwa różne style i przy okazji czasy. Jakby nie było, udaje mi się go dogonić, a potem go wymienić na czołówce jeszcze przed drugim kilometrem.
Tu pojawia się pierwszy raz w moim życiu myśl “można zawalczyć”. Myśl jest krótka. Jeszcze przed linią startu/mety (2,5km) Łukasz mnie wyprzedza i mocno odbija. Jest mega ślisko, więc nawet nie próbuję walczyć. Jedziemy dalej - w myślach sinusoida. Jeszcze przed chwilą brałem pod uwagę walkę o pierwsze miejsce - teraz lecę sam, jako drugi, raczej bez szans na “dopadnięcie”. Na pierwszej zwrotce “trzeci” i “czwarty” jechali blisko siebie. Czyli ja ciągnę sam, oni w teorii w parze… Druga zawrotka na wysokości 3,75km. Robię 180 stopni i… Nikogo za mną nie ma :D. “3” pojawia się po chwili sam - ze wskazań zegarka wynika, że dzieli nas jakieś 400-500m. Czyli byle się nie wywrócić i jesteśmy w domu.
O tego czasu zawody stały się mega dziwne. Chłodna kalkulacja mówiła nie ma co atakować (zwłaszcza, że co mocne 3 odepchnięcie kończyło się “ślizgiem”), rozum mówił masz świetną pozycję, nie można odpuszczać…
Na 5km (linia startu/mety) lokalizuję moich, podnoszę kciuki w górę, pokazując, że wszystko ok. Spiker interpretuje po swojemu i komentuje, że lecę zadowolony i właśnie przekazałem, że spróbuję zawalczyć o pierwsze :D. A ja już walczyłem tylko o utrzymanie… Na nawrotce 6,25km widzę, że jest dobrze, dystans do trzeciego nieznacznie się zwiększył. Od tego czasu tylko jedna myśl “tylko się nie wyp****, tylko się nie wyp****”. Końcówka bez zaskoczeń. Pozycje wypracowane po 2 nawrotce (3,75km) praktycznie utrzymują się już do końca.
Wpadam na metę 00:26:23. Po raz pierwszy w życiu, ze świadomością, że będę na pudle. Po raz pierwszy z taką satysfakcją. Mega uczucie, którego nie jest w stanie zabić nawet myśl, że inni wybrali Grodzisk Wielkopolski/Kraków. Otóż życie to sztuka wyboru, a mi udało się wybrać dobrze - mam swój pierwszy puchar 😀 😀 :D.
3) Wnioski (będą długie po to pierwsze rolki w tym senzonie)
a) Nie ma co “paczać” na innych. Jesteś ty, twoje przygotowanie i twój wynik. Porównywanie siebie sprzed roku do innych sprzed roku pokazało “nie masz szans”. Rzeczywistość na moje szczęście pokazała zupełnie co innego...
b) To miały być moje trzecie zawody rolkowe w tym roku. Z powodu chorób dzieci i moich były pierwsze. Dodało to swoje 3-grosze do woli walki i determinacji. Kondycja była, brakło zmęczenia mięśni z poprzednich (planowanych) wydarzeń.
c) Jazda po mieście po wszystkim i w każdych warunkach procentuje. Nie ma, że mokro, że kostka bauma, że piach. Jeżdżąc w każdych warunkach, łatwiej dostosować się do tych, które zaskakują cię tu i teraz - to jest mój główny wniosek z tych zawodów.
d) Wydłużona szyna dała mega stabilizację przód-tył. Czułem to już po jeździe miejskiej. Teraz ma potwierdzenie w rywalizacji. Mimo paskudnych warunków pogodowych udało się wyciągnąć 2km ze średnią 25km/h. Średnia z całości 22.74km/h. Mam wrażenie, że to niebyłoby możliwe na moim Pleasure Toolu 2.0.
e) Pozycja. Moje pierwsze zawody gdzie przejechałem 10km w pozycji bardziej niskiej niż “wysokiej” ;). Wyprost pleców w zasadzie tylko na zawrotkach. Fajnie - bo się udało. Nie fajnie - bo cały czas czuję mięśnie pleców… No i uważam, że “udało się” jako pochodna wydłużonej szyny...
f) Pierwsze zawody bez plecaka i innych zbędnych obciążeń. 10km to żaden dystans ;), do tego pogoda była iście maratońska (dopóki nie zaczęło padać) - wyjeżdżając z domu nawet nie pomyślałem o ogarnianiu picia i camel-backa.
g) Jako że jechałem na Red Bonesach i nie chciałem ich stracić to po powrocie do domu 1,5h serwis rolek. Wanienka ultradzwiękowa daje radę. Po raz pierwszy z czystym sumieniem polecam. Na 12 łożysk ucierpiało tylko jedno, ale nie tak żeby przestać je używać.
f) Po wydarzeniu gadałem z organizatorami. Pan Wojciech z LIDER Grodzisk Mazowiecki, mówił, że otworzyli się dla rolkarzy, bo widzą ludzi jeżdżących po mieście/wioskach i widzą że jest potrzeba wśród narodu. Stwierdził też, że zamknięcie drogi na 30 minut więcej, to żaden problem dla organizatorów. Jak gadaliśmy o frekwencji to stwierdził, że w Nordic Walking też startowali od kilku uczestników i z czasem wszystko się rozkręcało.
Jak dla nas (rolkarzy) świetna wiadomość. Małe lokalne zawody to super sprawa. Wiadomo, że nie przejadę połowy Polski, żeby wziąć udział w wyścigu 10km. Ale dojazd 50-100km to już nie problem. Mam nadzieję, że Grodziskie Biegi Rodzinne na stałe zagoszczą w moim kalendarzu.
Fajna relacja Kuba 🙂
GRATULUJĘ 🙂
Dzięki 😀
Tu miała być relacja z majówki od Zico... Tyle, że w chwili gdy Zico odwołał wyścig prawdopodobieństwo mojego udziału spadło o 50%. Szalę jeszcze przed naszym wyjazdem na majówkę przeważyła pogoda i lenistwo. Udział w wydarzeniu na Torze Poznań wiązałby się dla mnie z zainstalowaniem trumny (boxa) na dachu auta - tak tylko żeby zmieścić 4 pary rolek - zapowiedź pogody potwierdziła moje "nie che mi się".
U w sumie dobrze, bo majówkę mieliśmy mega intensywną. Baza wypadowa w Kościanie. Łącznie 1k km za kółkiem, codziennie coś - gdzie 2 maja dał mi wiele do myślenia. Droga do mojej babci (do 80km, z 120 - bo źle skręciłem): przy otwartych oczach, trzeźwym osądzie i prostej drodze udało mi się zjechać i zahaczyć prawymi oponami o żużlowe podłoże. Nie wiem jak, dlaczego, gdzie i kiedy :/ - first time ever. W drodze powrotnej na ostatnim zakręcie przed apartamentem, który wynajmowaliśmy prawie wpakowałem auto pod tira :/. Po tych 2 zdarzeniach, nawet gdybyśmy mieli rolki ze sobą i tak bym nie pojechał do Poznania... 3 maja to był dzień odpoczynku.
A dziś w drodze powrotnej na A2 hamowanie ze 140km/h do 30... Bo tak. Od jakiegoś czasu nie kocham już polskich autostrad. W szczególności odcinka Stryków - Grodzisk Mazowiecki. Bo A2 Wielkopolska, gdzie trzeba zostawić furmankę pieniędzy jakoś ludzi odstrasza i nagle ma +100 do bezpieczeństwa.
Także tak, nie ma relacji z rolek, bo było 5 dni nic nierobienia. Za to czas spędzony z rodziną i w dużej mierze "zjedzony" w maga spokojnej miejscowości. Za to zupełnie przez przypadek dowiedziałem się o inicjatywie ParkRun. Gdybym miał ciuchy sportowe, to pewnie bym zaliczył. Google pokazało mi, że jedna z inicjatyw odbywa się co sobotę zupełnie pod moim nosem... Czyżby kolejna aktywność - języczek u szali przeważający miejscowość noclegu przy wyjazdach...?
wiązałby się dla mnie z zainstalowaniem trumny (boxa) na dachu auta
nie znalem tego okreslenia 🙂
Google pokazało mi, że jedna z inicjatyw odbywa się co sobotę zupełnie pod moim nosem...
hyhy, ten sposob myslenia... 🙂
wiązałby się dla mnie z zainstalowaniem trumny (boxa) na dachu auta
nie znalem tego okreslenia 🙂
Mi się tam wyglądem kojarzy jednoznacznie - stąd określenie :D. A jeździć z nią nie lubię - bo auto reaguje zupełnie inaczej, nie mówiąc już o podywższonym spalaniu. Co nie zmienia faktu, że zawsze się dziwuję widząc na autostradach ludzi z rowerami/trumnami na dachu lęcących 150-160km/h - nie spotkałem jeszcze dachowego trzymacza, dopuszczającego powyżej 130km/h. Jak kupowałem, to moje pierwsze pytanie było - 130 według producenta, a ile z doświadczenia. Facet popatrzy i stwierdził, że 140 by nie przekaczał... Pomijam wir w baku przy takiej prędkości jak taka trumna jest zainstalowana.
Google pokazało mi, że jedna z inicjatyw odbywa się co sobotę zupełnie pod moim nosem...
hyhy, ten sposob myslenia... 🙂
Nie do końca. Tu było trochę inaczej. Spacerowaliśmy po parku i co chwile człowiek natykał się na tabliczki parkrun ze strzałkami, które po prostu ignorowaliśmy, jako "jakaś traska dla biegaczy". Ale jak się natknąłem na wielką tablicę "tu co sobotę o 9:00 startuje Parkrun", to zacząłem googlać.
No i nicjatywa wydaje się fajna. Dystans "mój" - czyli 5km, które najnormalniej w świecie jest akurat. Co najważaniejsze reguralna i rozsiana po całej Polsce. Na wszelkich wyjazdach brakuje mi aktywności - jeśli nie ma zawodów to zwykle nie biorę rolek, pójść pobiegać sam z siebie nie tak łatwo (w zasadzie zdażało się tylko jak "uciekałem" od pijacych znajomych, a sam pić nie miałem ochoty). Ale jak pojawia się współzawodnictwo, cała otoczka, atmosfera i energia temu towarzysząca to już inna para koloszy. Trzeba będzie kiedyś spróbować.
Odnośnie biegania, już za 10 dni mój pierwszy bieg nocny. Muszę poszukać czołówki. A 26 maja Otwock - niestety po innej trasie niż był w zeszłym roku - więc znów nie będzie jak porównać formy :(.
Parkrun jest fajny. Trzeba tylko uważać, bo można wsiąknąć w towarzystwo biegackie i nie będzie kiedy jeździć na rolkach :laugh:
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
A mnie kusiło zorganizować przed Parkrunem taki Parkroll 🙂 Sobota, 8 rano start... i trzy kółeczka wokół Błoń 😀
A mnie kusiło zorganizować przed Parkrunem taki Parkroll 🙂 Sobota, 8 rano start... i trzy kółeczka wokół Błoń 😀
Błonia dla mnie trochę daleko ;). Ale inicjatywa byłaby fajna. Pytanie czy jesteś w stanie zebrać 10-15 osób pojawiających się z miarę regularnie. Wtedy odsiewając przypadki losowe byłaby szansa na połowę tych uczesników co tydzień. To byłoby coś...
niestety po innej trasie niż był w zeszłym roku - więc znów nie będzie jak porównać formy
Trasa trasą - dochodzą warunki. Trudno dobrze porownać bo sa za kazdym razem inne...
8 rano start.
Dla wiekszosci ludzi to zabojcza pora 😉 Przez lata jezdzenia na bloniach rolkarzy regularnie sie pojawiajacych zliczalem na palcach 1 reki. Rano to glownie psiarze i biegacze 🙂 Wiec w jedna z tych grup parkrun trafia 😉
niestety po innej trasie niż był w zeszłym roku - więc znów nie będzie jak porównać formy
Trasa trasą - dochodzą warunki. Trudno dobrze porownać bo sa za kazdym razem inne...
Tak, z drugiej strony łatwiej mi porównać dwa przejazdy na takiej samej trasie, nawet z innymi warunkami niż 2 przejazdy na 10km ale z innymi trasami.
No i mam świadomość, że żadne 2 wyścigi nie są takie same. Ba nawet jeśli odciąć wpływ warunków atmosferycznych, to może być tak, że mimo lepszego przygotowania osiągasz gorszy wynik, bo np były słabsze pociągi... Dlatego zawody są takie fajne i tak mnie ciąga po całej Polsce ;).
Dla uproszczenia, możemy przyjąć, że zamiast porównywać formę lubię porównywać wyniki i ustanawiać rekordy trasy 😀
A mnie kusiło zorganizować przed Parkrunem taki Parkroll 🙂 Sobota, 8 rano start... i trzy kółeczka wokół Błoń 😀
Pewnie że tak!
Albo i w trakcie! Osobiście czasami to robię. Jadę sobie równolegle do czołówki, ale tak minimalnie szybciej i wkurzam 👿
Raz miałem problem, bo goście byli nieźli, a asfalt totalnie śliski. Ledwo nadążałem 😉
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
Aaaaaa na Wrotkarskim Targu 2h temu wystawili 110mm Mattera nówki sztuki po 5PLN za kółko. Poszło już wszystko :(. Nie lubię tracić takich okazji 🙁
Aaaaaa na Wrotkarskim Targu 2h temu wystawili 110mm Mattera nówki sztuki po 5PLN za kółko. Poszło już wszystko :(. Nie lubię tracić takich okazji 🙁
No. Jak zobaczyłem to było już po zupie... A były i Mi3 i G13 i Code White... :whistle:
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
No. Jak zobaczyłem to było już po zupie... A były i Mi3 i G13 i Code White... :whistle:
Tia, do tego sprzedawali 4, a ja mam szafie 2 nieśmigane... za 20PLN byłby komplet wart 300-400PLN. Echhh pocieszam się, że na pewno to nie była moja twardość...
Aaaaaa na Wrotkarskim Targu 2h temu wystawili 110mm Mattera nówki sztuki po 5PLN za kółko. Poszło już wszystko :(. Nie lubię tracić takich okazji 🙁
Może podróbki 🙂
Może głupie pytanie, ale ktoś próbował jeździć na kółkach do hulajnogi?
Bo się zastanawiam, czy rozszerzyć obszar poszukiwań polowania na promocje 🙂
Z inności doszły szunrówki i płyn do wanienki ultradźwiękowej. Dziś/jutro test czy poradzi sobie z gęstym smarem bez wstępnego mycia w benzynie ekstrakcyjnej...
Może głupie pytanie, ale ktoś próbował jeździć na kółkach do hulajnogi?
Będziesz pierwszy 🙂
- Dziś robimy czego innym się nie chce, a jutro czego inni nie potrafią.
Ciekaw jestem opinii o wanience bo też się zastanawiałem nad nią 🙂 Jak narazie oddaje do Intersportu do serwisu rowerowego, około 20-30 zł za komplet biorą ze smarowaniem
Może jak już ogarniesz jej tajniki to stwórz osobny temat w "sprzęcie" o tej maszynce, na pewno się przyda
Wanienkę kupiłeś z podgrzewaczem?
Mam taką:
Kupioną jakieś 2 lata temu. Mam dziwne wrażenie że była tańsza 😉
Jest bez podgrzewacza, ale minimalnie samo się grzeje podczas pracy. Do tej pory jechałem na wodzie oraz mieszance wody z octem, ale też zawsze używałem na świeżo zabrudzonych łożyskach - i to też tylko tych wyścigowych. Czyli serwis był 2-3 razy w roku. Z oliwką woda + ocet dawały sobie radę brud fajnie odchodził i widać było jak rozprzestrzenia się chmurą po całym płynie.
Jakby nie było po Chlebni łożyska potrzebowało 6 czy 7 sześciominutowych sesji. Stąd decyzja o zakupie dedykowanego płynu. A właściwie koncentratu, który się rozcieńcza z wodą w stosunku od 1:40 do 1:20 w zależności od zabrudzenia. Koszt żaden bo za litr koncentratu 20PLN. A wziąłem 2L, żeby coby mieć przesyłkę SMART za darmo 😛 - czyli starczy mi do końca życia.
Do czyszczenia łożysk po gęstym smarze bez płynu nawet nie podchodziłem. Więc serwisu łożysk codziennych w tym nie urządzałem. Zdażyło się może z 2 razy wrzucić je do wanienki już po kąpieli w benzynie ekstrakcyjnej. Z drugiej strony jak jeżdzę na codzień w ABEC-1 0,80gr/szt to zwykle smar po prostu dokładam, a jak łożysko zaczyna łapać luzy to wyrzucam. Rzadko robię full serwis takiego łożyska.
Także jakby nie było samą wanienkę do serwisu łożysk "oliwkowanych" polecam jak najbadziej. Jak obadam jak sobie to wszystko radzi ze smarem to dam znać.
około 20-30 zł za komplet biorą ze smarowaniem
:blink: :blink: Czyli 2-3 komplety łożysk codziennych :blink: :blink:
Ostatni post: Kicking asphalt 2025 Najnowszy użytkownik: alvaroroepke99 Ostatnie posty Nieprzeczytane Posty Tagi
Ikony forów: Forum nie zawiera nieprzeczytanych postów Forum zawiera nieprzeczytane posty
Ikony wątków: Bez odpowiedzi Odwpowiedzi Aktywny Gorący Przyklejony Niezaakceptowany Rozwiązany Prywatny Zamknięte