X Puchar Śląska - maraton w Katowicach 2019
Relacja na dnaich, na raize zdjecie forumowe przedstartowe , o ile sie orientuje to jednak niekompletne 🙁
To były naprawdę dobre zawody
Dokladnie tak, choc nasze podejscie bylo zupelnie inne. I moze dlatego byly super. Totalnie bez cisnienia, dla towarzystwa, zabawy i przyjemnosci jazdy.
Ja już jestem.
Tosmy sie znalezli dopiero na makaronie... 🙂 Ja nie mam dostepu do sieci poza domem (jeszcze opieram sie posiadaniu smartfona...), wiec nie mialem szans zeby Cie szukac i czytac opis :/
Dzieki wszystkim za wszystko i do nastepnego 🙂 Gratulacje rowniez dla wszystkich 🙂
Jacy wszyscy sliczni :cheer: jeszcze proszę opis kto jest kto
Tylko gdzie jest Andreee, ja się pytam????
Jak ta woda szybko regeneruje... czysty i umyty i od razu dowiem inaczej się czuje B)
Jak znajdę chwilę, to opiszę że szczegółami. Jestem zadowolony, było bardzo przyjemnie no i pierwszy raz, więc w pamięci zostanie na długo.
Szkoda, że na fotkę się nie złapałem, akurat się przebieralem etc...
Jacy wszyscy sliczni :cheer: jeszcze proszę opis kto jest kto
Tylko gdzie jest Andreee, ja się pytam????
Haha... no byłem przed i byłem po, ale w trakcie poleciałem, nie wiedząc, że akurat w tym czasie coś się działo B)
Wyniki: https://domtel-sport.pl/wyniki,zawody,4696
I coś ode mnie:
Jestem bardzo zadowolony z uczestnictwa, czasu i ludzi poznanych (a ja to ten pierwszy z prawej na wcześniejszym zdjęciu).
Zaczęło się od stresu, który mi się udzielił przy wyścigu na 10km, na który namówiłem swoją Dorotę. Biegałem od lasku do rolkostrady, by jak najczęściej ją dopingować. Miała mały kryzys, ale wszystko dobrze się skończyło i to z czasem, którego parę miesięcy temu sam nie byłem w stanie osiągnąć!
Byłem już tak spocony, że mój pierwszy półmaraton mi zobojętniał. Trochę odpoczynku, ochłody w cieniu, przywitania się z forumowiczami i rura!
Odezwała się taktyka, by jak najszybciej do lasku zająć pozycję przed wolniejszymi. Bez sensu. Sam pewnie komuś blokowałem, ale grzecznie później zjeżdżałem na ten chodniczek. Pierwsze okrążenie z bardzo dobrym czasem, kolejne dwa również z zapasem. Przy czwartym wszystko mi szło wolniej, więc wymyśliłem, że tam w lasku z górki zamiast odpoczywać, to sobie przyśpieszę, a tu nagle, coś oślizgłego zygzakiem wyskakuje mi przed oczami. Żmija! Albo rozjadę, albo stracę równowagę. No to skoro mam ochraniacze, to bach na czworaka, przelatuję i tak jadę na nich i coś się nie mogę zatrzymać. W końcu asfalt przedarł się przez ochraniacze i zaczął ścierać skórę. Jakoś wjechałem w lasek, zaryłem w ziemię i chyba drzewo, bo mam duży obrzęk na udzie. Za mną jechał jakiś szybki peleton. Coś krzyczeli. Wstałem szybko na nogi i macham, że ze mną wszystko ok. Nie muszą się o mnie martwić 🙂 Ale nie, oni się chyba bali czy się o mnie nie pozabijają. Nawet się nie otrzepałem, tylko pognałem za nimi. Czasy już były gorsze. Zbliżała się przeze mnie w głowie ustalona godzina na ukończenie. Na stoperze 58 minut. Widzę metę, ale strasznie daleko i pod górę. Patrzę na ilość okrążeń i coś się nie zgadza. Mam totalny mętlik. Na mecie nadal poniżej godziny. Zabierają czipa i dają medal? Pytam czym mam jechać dalej? Nikt nic nie wie, a ja i tak nie mam siły. Po 10 minutach odpoczynku kradnę swojego czipa i mówię, że chcę jeszcze jechać, ale w końcu ktoś podbiegł do mety, sprawdził i powiedział, że skończyłem. Uff.
Zabawa przednia, jazda konkretna, a trochę organizacja mnie zawiodła. Mało czytelna mapka, nikt nie wiedział gdzie start i jako początkujący czułem się zagubiony. Wszystko się jednak udało, więc pewnie szacunek dla tych co zapoczątkowali imprezę i która trwa do dziś.
Dzisiaj rany pieką, a rwie mnie by iść na rolki. Dobrze, że pada.
A ta żmija może była tylko zaskrońcem.
Wypadałoby napisać "kilka zdań" o moim pierwszym maratonie I drugich w życiu zawodach, wliczając 9km w Skawinie w zeszłym roku.
Właściwie to na poważnie do sportu wziąłem się w połowie lipca, przy okazji do diety. Od tego też czasu liczę moja aktywność sportową.
2 lata temu się nie udało, rok temu nie miałem jak, więc w tym roku dałem radę - do trzech razy sztuka.
Cel miałem jeden - ukończyć! Dodatkowym celem zmieścić się poniżej 2h. Patrząc na moje ostatnie wyniki, obstawialem okolice 1h55m, jeśli ostatnie 10km nie odpuszczę... Nigdy w życiu nie zrobiłem na rolkach bez odpoczynku więcej niż 32km.
Właśnie ten odcinek był dla mnie optymalnym, czasem zahaczajac już o skurcze w końcowej fazie. Nie wiedziałem jak te 10lm więcej zniesie mój organizm. Nigdy też nie jeździłem w grupie nawet 2 osobowej, zawsze i tylko i wyłącznie solo.
Pogoda była jaka była... Ale patrząc na dzisiejszą to wolę już to, co było wczoraj.
Nie miałem daleko do miejsca w którym odbywał się maraton, ale byłem tam pierwszy raz w życiu.
Postawiłem na wygodę, nie będąc pewnym tego jak będę się czuł po zawodach i czy będę w całości, czy w stanie dużego wyczerpania.. Najpierw podjechałem koleją, a później Uberkiem... bezstresowo i bardzo wypoczęty. Rano obudziłem się z bólem kolana, w sobotę przez cały dzień czułem się bardzo osłabiony.
Jednak poza kolanem samopoczucie miałem naprawdę dobre.
Jestem już na miejscu, około godziny 10:30. Ludzi sporo i pierwsza myśl - gdzie ja się tu przebiorę... I wtedy pomyślem, że to pierwszy i ostatni raz kiedy jestem skazany na depozyty itp...
Nie wiedziałem czego się spodziewać, pojechałem tam zbierać doświadczenie, ale myślałem, że być może warunki będą trochę lepsze. Organizacyjnie porównując do Skawiny było jak dla mnie gorzej. Choc tam przebieralem się w samochodzie. W w depozycie dalem tylko buty i coś jeszcze..
Na wstępie poszedłem po pakiet. Zamieszanie, nie ma koszulki w rozmiarze M...nagle włożyli jakaś koszulkę i odszedłem... Siadam wygodnie pod jakimś barem, wyjmuje koszulkę, okazuje się, że damska eMka! Pobiegłem wymienić i otrzymałem męską eLkę, która oczywiście na mnie za duża trochę.
Od początku organizacja mi się trochę nie spodobała. Cały czas szukałem miejsca spokojnego, gdzie mógłbym sobie spędzić prawie 1.5h. Znalazłem! Fajne ustronne miejsce po drugiej stronie drogi. Było rewelacyjne i idealne, w dodatku puste. Duża ławka z oparciem, miejsce na rozgrzewkę, obok lasek ze schodami z kamienia. Rozsiadłem się jak królewicz, rozłożyłem swoje graty na całej ławce. Przebrałem się, przepakowalem, posiedzialem, zjadłem, napilem i rozpocząłem rozgrzewkę - o godzinie 11:45. Pomyślałem, że 15-20 min i później założę cały ekwipunek. Numer na koszulke przypialem na samym poczatku. Rozgrzewka skończona i czas zaczął płynąć bardzo szybko. Godzina 12:05 a tu nawet skarpetki nie założone, nic nie spakowane. W 5 minut się pozbierałem i o 12:10 zacząłem się ubierać (skarpety, footies i rolki) chciałem wszystko dobrze pozakladac, żeby niespodzianek po drodze nie było.
Rolki założone, jest godzina 12:15. Muszę szybko włożyć plecak do czarnego wora i lecieć do depozytu. Jak święty Mikołaj na rolkach z wielką torbą 🙂
Przy depozycie nakleiłem numer na kask, oraz założyłem czip na nogę (lewą) tak mi poradziła kobieta w depozycie 🙂
Jest godzina 12:22, lece jeszcze do WC, jest już kilka minut do startu, czas pędzi jak szalony, a ja jeszcze na placu obmywam twarz zimna woda i popijam reszta wody mineralnej. Wjeżdżam na jezdnię i mam kawałek do przejechania. Dojeżdżam do grupy i są jakieś niecałe 2 minuty do startu. Nie słyszałem, co mówili przez mikrofon ponieważ na wariata wszystko robiłem w pośpiechu.
W głowie miałem jedną rzecz, która kiedyś usłyszałem - Ryszard Szurkowski kiedy zaczynał kolarstwo, spóźnił się na swój wyścig 🙂 haha... przez moment nawet mi się wydawało, że się spóźnię Jestem już z grupą, myślę sobie - na początku nie stanę, nie chce przeszkadzać najlepszym, stanę sobie w środku grupy.... Noe miałem parcia i właściwie nie miało dla mnie znaczenia gdzie stanę i jak wystartuje. Ustawiłem się, poprawiłem wszystko i słyszę START. Ludzie ruszyli, ale wszyscy przede mną stoją i
się patrzą. Pytam się - kto to wystartował? Maraton czy półmaraton? Usłyszałem, że maraton 🙂 No więc startuję by dogpnić innych. Pierwsza wpadka zaliczona 🙂 ciekawe kiedy będzie kolejna....
START
Od razu wyprzedzilem nawet sporo osób i pierwsze 10km jechało mi się naprawdę znakomicie. Nawet w Skawinie tak szybko 9km nie przejechałem jak teraz.. Plan był taki, żeby po każdych 10km zjeść batonika - miałem 3 - po 30km nie miałem w planie jeść... te czekoladowe carborade musiały się tak skończyć w tym upale. Po 10km otwieram batona, a tu czekolada w plynie. Nie dało się tego jeść, zjadłem może większa połowę, cała reszta kleila się. Byłem cały brudny, cały w czekoladzie 🙂 musiałem się przetrzeć by jakoś normalnie wyglądać 😆
20km przejechane I nadal jadę lepiej niż myslałem. Cały ten dystans oczywiście solo. Próbuje zjeść drugiego batona i udaje mi się zjeść połowę. Od tej pory już nie myślę o jedzeniu, trudno, jakoś to będzie...
Właściwie to nie jechałem na 100% możliwości, mając w głowie, żeby nie przeginać, bo kilometrów jeszcze sporo przede mną. Trzymałem się tego, co jeździłem do tej pory i swojego planu. Na zjazdach odpoczywalem zamiast przygazować. Nie lapalem się pociągów.
Najgorszy odcinek to ten z ostrym skrętem w prawo i wjazd na "Saharę" tak nazwałem ten odcinek szeroki w słońcu i znikającym cieniem. Z każdym okrążeniem cień był mniejszy. Pierwsze 200 metrów za każdym razem był dla mnie koszmarem. Na jednym z pobytów na Saharze usłyszałem Tomcata - dawaj Andrzej, do górki i się zmienimy. Może to było 5 okrążenie? Myślę sobie- taa, łatwo mówić... ja tu ledwo ledwo... Ale jakoś udało mi się w miarę jechać. Później Tomasz mnie zmienił i już tak do końca jechaliśmy, niby razem, a jednocześnie osobno. Na pustyni on odjezdzal, a w lesie ja prowadziłem. Za bardzo też nie wiedziałem jak jechać, starałem się nie oddalać od Tomka, myśląc, że powinienem mieć na uwadze, że jest obok mnie. Chyba to był błąd i powinienem jechać swoje. Nie wiem, nie miałem takiego doświadczenia. Za to na pustynnej prostej Tomasz pięknie śmigał i oddalał się szybko. Teoretycznie ja to traktuje jako jazda solo, ale w ciągłym bliskim towarzystwie Tomasza. Nie wiem sam jak to nazwać. Nie czułem się osamotniony podczas tego maratonu 😉 zawsze raźniej.
No i mamy prawie 30km i zaczyna się robić śmiesznie... zbliżam się do kolejnego pomiaru, którym była jednocześnie meta. Słyszę krzyki, że finiszuja... znów znalazłem sobie dobry moment, akurat w tym miejscu i o tej porze na kogo padło? Na mnie 🙂 Przekraczam właściwie metę jako pierwszy 🙂 z tym, że oni już kończą, a ja mam jeszcze 3 okrążenia do zrobienia. I co się dzieje? Nie wiem sam jak to się stało, ale nie skręciłem w zjazd i byłem zmisozmy jechać prosto, obok mnie rozpedzomy zwyciezca, zagapilem się patrząc na nich i jednocześnie robiłem wszystko żeby ich nie zablokować. Jakaś totalna pustka w głowie i zauroczenie sytuacja z jednoczesnym strachem. Wylądowałem tak, że musiałem się wracać, a wtedy jechałem pod prąd przed kolejnymi, którzy zakończyli swój wyścig. Całość zajęła mi spokojnie ponad 30 sekund. Szkoda, bo właśnie tam miałem lapać Tomasza, który mi przepadł. Nie widziałem nawet jego wyrazistej koszulki. Sporo czasu na tym straciłem, naprawdę sporo. No nic, czas jechać dalej. Nie gonię jak szalony, jadę swoje. Kolejne okrążenie zrobione, zostają jeszcze dwa. I tu jestem w momencie w którym nigdy nie byłem, tyle km jednocześnie nigdy jeszcze nie zrobiłem i jestem tu, gdzie nie byłem pewny jak to będzie... I stało się to, czego się bałem. Równo na 2 okrążenia przed końcem, czyli tak 34 kilometr, zaczynam łapać skurcze. Mam w głowie myśli, a co będzie jeśli mnie złapie i jak ja przejadę te 8km... Staram się jechać spokojnie i dawać odpoczywać nogom, od czasu do czasu je masując nawet. I tak przez 2km jechałem, później jakoś poczułem się lepiej i zostało ostatnie okrążenie. I tutaj już coraz mocniejsze skurcze, każde prostowanie nogi powodowało silny skurcz, więc starałem się ich nie prostować i nie napinać. Po 30km piłem już tylko wodę, izotonik zgodnie z planem skończyłem po 30km.
Zostają ostanie km i jedyna myśl to dojechać do końca. Wiedziałem, że jak mnie złapie silny skurcz to nie będę w stanie dalej jechać. Bólu pleców się nie bałem, otarć i wszystkiego innego. Bo wiedziałem, że z tym można jechać. Ale ze skurczami nie da się dyskutować niestety.
Tomasz jest za mną I wjeżdżamy na Saharę - ostatnie 2km do mety. Mówię Tomkowi - jedź, ja jakoś dojadę. Wiec pojechał, ja odpuściłem... jechałem na tyle na ile mogłem, na ostatnim kilometrze do skurczu w prawym udzie doszedł silny jego ból, robilem wszystko, co mogłem by dojechać i nie zwalniać. Nawet prędkość miałem dobrą, choć nie byłem w stanie gonić Tomasza, który dojechał do mety przede mną. Najgorsze to, że cała reszta organizmu była OK i chciałem ostatnie 2km pojechać na maksa ile fabryka dała.
META
Dojechałem do mety i już nie byłem w stanie nawet 10 metrów ujechać, nogi sztywne. Położyłem się na trawniku i po około 10 minutach wszystko OK.
Nie wiem jak to się stało, że wszystko było wyliczone co do metra, że dojechałem na styk.
Bardzo zadowolony patrząc na to, co się działo na ostatnich 8km, patrząc na start i na te sytuacje z finiszem najlepszych.
Jednak pojechałem mądrze i bezpiecznie dla zdrowia. Na przyszłość wiem z czym się to je.
Później udało się poznać innych forumowiczów z czego jest mi bardzo miło. Fajny i sympatyczni ludzie. Nie dla samej jazdy było warto tam być, ale również że względu na ludzi. Na fotkę się nie załapałem. Następnym razem!
Czas poniżej 1h55 uważam za to, co zaplanowałem i za dobry. Mając na uwadze, że poza towarzystwem urywanym Tomka to właściwie to była jazda solo.
Myślę że na następny raz ustalimy strategię - co 2 km zmiana i trzymamy się blisko 🙂 bardzo dziękuję za towazystwo i cenne rady.
Ten start miał służyć zbieraniu doświadczenia. Teraz już wiem czego nie robić, a co robić.
Za rok wracam i wiem czego się spodziewać. Ale już na innych rolkach, a na pewno na innych kołach, bo te niby w nazwie mają SPEED, ale tak mi przypominają moje "ulubione" Street Inviders 🙂
Na nic nie zwalam niczego nie usprawiedliwiam. Jestem bardzo szczęśliwy że ukończyłem, oraz w czasie, który przed startem brałem za naprawdę dobry.
Co ciekawe podczas zawodów nawet przez sekundę nie dokuczał mi ból kolana. Nie miałem nawet otarć tam gdzie zawsze. Plecy jak plecy, standardowo. Pogoda była jaka była, dla każdego jednakowa.
Zadowolenie i radość jest i nie mogę się doczekać kolejnych zawodów. Wciągnęła mnie ta zabawa i biorę się za przygotowania i by nie zaniedbać aktywnosci fizycznej.
Na następny raz na 100% własnym środkiem lokomocji! Te depozyty są upierdliwe i gra nie warta świeczki. Pierwszy maraton zaliczony i to na rolkach fsk, tak jak chciałem. No na 4x80 to bym chyba wymiekł 😉
Dzisiaj czuje plecy i nogi (uda) jutro może coś porobie sportowego.
Jedynym minusem to organizacja patrząc pod kątem osoby skazanej na depozyt, serio w Skawinie było dużo lepiej wszystko zorganizowane...
Andree, Pieta gratulacje :). Czas poniżej 2h na pierwszy maraton to super wynik, zwłasza w przy takiej temperaturze. A z każdym następnym będzie już tylko prościej.
Gratulacje też dla wszystkich, którzy wzięli udział, a jeszcze nie zdązyli opisać wrażeń. Czekam na relacje 😉
Gratualcje!! 🙂 |Super ze sie spotkalismy przy makaronie 🙂 Ponizej 2h to w debiucie jak dla mnie super, zwlaszcza w tym upale. Wczoraj cieszylem sie ze zmiany trasy, stara to byla caly czas "sahara"...
Jest juz pierwsza porcja zdjec: https://photos.google.com/share/AF1QipNRfwQ5aNo7Ll6FZ88Dg-Pb6jPct3lNYvv2-yAo9umqj158yH106lLbOkAodpPuHQ?key=STFpVGZyV0hyNHBCcFlRREhoZEJCclh0OTh1d2hR
Andreee gratulacje. Opis pasjonujący. 🙂 Przypomniało mi się, jaka ja byłam uchachana po pierwszym maratonie.
Dzieki 😉 kazdemu z osobna tez gratuluje
Znalazlem siebie na 1 zdjeciu. Oby jeszcze byly jakies, poza tymi ktore widzialem. Moze i gdzies jest jakies wideo...
Gratualcje!! 🙂 |Super ze sie spotkalismy przy makaronie 🙂 Ponizej 2h to w debiucie jak dla mnie super, zwlaszcza w tym upale. Wczoraj cieszylem sie ze zmiany trasy, stara to byla caly czas "sahara"...
Jest juz pierwsza porcja zdjec: https://photos.google.com/share/AF1QipNRfwQ5aNo7Ll6FZ88Dg-Pb6jPct3lNYvv2-yAo9umqj158yH106lLbOkAodpPuHQ?key=STFpVGZyV0hyNHBCcFlRREhoZEJCclh0OTh1d2hR
Wow , "aż " na trzech fotkach zostałem uwieczniony 😆
W szybkim skrócie kilka subiektywnych słów o mojej pierwszej wizycie w Katowicach ( ale już wiem że raczej nie ostatniej ) , a w skrócie bo daleko mi do takich mistrzów prozy jak Andreee lub Qbajak ( szacun za Wasze relacje ) :laugh:
Przyjechałem , a w zasadzie przyjechaliśmy ,zobaczyłem i ..... , chciałoby się rzec że zwyciężyłem 😉
Ale proza życia okazała się zdecydowanie inna , "zwycięstwa " nie było niestety 😉 :laugh: :laugh: :laugh:
Trasa fajna , szczególnie odcinek w lesie po tej wąskiej ścieżce , ale naprawdę wymagająca i ciężka ( szczególnie ta autostrada do mety po ostatnim nawrocie pod górkę )
Pogoda masakryczna ,ale wolę zdecydowanie to niż deszcz
Jechało się naprawdę fajnie ,ale w zasadzie tylko połowę dystansu ( a startowałem tylko na 21 km ) ,później zaczęło się powolne "umieranie" . Dobrze że w międzyczasie dogoniłem parę , za którą się ulokowałem i aż wstyd mówić , ale przejechałem za nią dwa okrążenia i tym sposobem ( mało chwalebnym 🙁 ) dociągnęli mnie do mety
I tutaj chcę bardzo podziękować Szyszkownikowi , bo to on z partnerką pozwolili mi przez dwa kółeczka wieźć się na "gapę"
dzięki raz jeszcze 🙂
Natomiast sama droga samochodem z Wawy do Katowic to jedna wielka masakra , w zasadzie od Łodzi , jeden wielki plac budowy 🙁
Całość podróży zamknęła się w 13-tu godzinach , wyjazd o 7 rano , powrót o 20 ,
Ale naprawdę warto było 🙂 🙂 🙂
I to na tyle jeżeli chodzi o mój debiut "literacki" 😉 😉
za trzy tygodnie Grójec , i osobiście już się nie mogę doczekać :laugh:
Było mi bardzo miło spotkać Was i chociaż chwilę porozmawiać. Wszystkim gratuluje i życzę dalszych sukcesów!
Przepraszam tych, z którymi wczoraj się nie przywitałam, ale dojechałam na zdjęcie forumowe, kiedy już niewiele czasu pozostało do startu i zakręciłam się trochę, po czym pośpieszyłam ustawić się w grupie dziewczyn.
Poprawiłam swój czas z zeszłego roku o 6 minut! Jestem bardzo zadowolona z wyniku.
"Energia podąża za uwagą"
Było mi bardzo miło spotkać Was i chociaż chwilę porozmawiać. Wszystkim gratuluje i życzę dalszych sukcesów!
Przepraszam tych, z którymi wczoraj się nie przywitałam, ale dojechałam na zdjęcie forumowe, kiedy już niewiele czasu pozostało do startu i zakręciłam się trochę, po czym pośpieszyłam ustawić się w grupie kobiet.
Poprawiłam swój czas z zeszłego roku o 6 minut! Jestem bardzo zadowolona z wyniku.
"Energia podąża za uwagą"
tutaj chcę bardzo podziękować Szyszkownikowi , bo to on z partnerką pozwolili mi przez dwa kółeczka wieźć się na "gapę"
dzięki raz jeszcze 🙂
A prosze Cie bardzo 🙂 Jakby co to dla nas jest w 100% ok 🙂
Z wielka przyjemnoscia czyta sie Wasze wrazenia, zwlaszcza z debiutów 🙂 Niedlugo planowac sezon 2020 czas zaczac 🙂
Z wielka przyjemnoscia czyta sie Wasze wrazenia, zwlaszcza z debiutów 🙂 Niedlugo planowac sezon 2020 czas zaczac 🙂
Haha. Ja już mam pierwszy start na 2020 opłacony 😀
Dwa słowa o Kato 2019 🙂
Moj 5. raz tamze, gdyby nie kolizje rok temu i wczesniej to pewnie by byl; 7 albo 8. JEdziemy z Sebastianem. Plan mamy prosty (tj my z Kasia, Seba pofrunie znacznie szybciej) - pojechac razem od poczatku do konca, czas wlasciwie niewazny, zalozenia bardziej dla funu. Plan B - zmiescic sie ponizej 2h. Zweryfikowany - poczatkowo bylo "zmiescic sie w limicie" - nie wiedzielismy w jakim bedziemy stanie po spartanie ultra... Bieg dobrze znieslismy, a wdrozona regeneracja pomogla 🙂 Plan A - cokolwiek ponizej 1:50 bylo juz mega sukcesem. Kasia zaliczyla w wersji oficjalnej, ja w "moralnej" 😉 Z racji, że czekalem na nia po starcie mezczyzn to te minute pozwalam sobie odjac od oficjalnego czasu B) :silly: :side: :whistle:
Od poczatku 🙂
Na poczatku sa warkoczyki. Zawsze. Tym razem holenderskie klasyczne 🙂 Za nastepnym razem pokusze sie o level wyzej czyli holenderskie kłosy, pierwsze testy juz za mna B) Dzieki Seba za fotke 🙂
Objazd trasy. Koniecznie bo dla mnie nowosc.
Poczatek ok, cieszymy sie ze w cieniu, jedyne watpliwosci mamy co do szerokosci i miekkiej "sciezki" dla pieszych.
Hopki na korzeniach, nieszkodliwe przy naszych predkosciach, dobrze oznaczone.
Zjazd 🙂 Fajny, z bezpiecznym miejscem na wytracenie predkosci przed zakretem.
Wjazd na parking i - pozniej - najbardziej nierowny fragment trasy. Mini kraweznik jednak nie przeszkadzal nam.
Odcinek wzdluz jeziorka... Oj tam, byly emocje - od checi wskoczenia do wody po zrabowanie w locie grillowanych kielbasek...
Nie bylo dzidy 😉 Nie w tym upale, nie w tym stopniu wytrenowania 😉 Ja praktycznie przestalem jezdzic - bywam z Kasia na rolkach moze 1-2x na 2 tygodnie, ona jezdzi zdecydowanie czesciej w tym sezonie. Wiec tym bardziej jestem zadowolony ze ujechalem ile ujechalem 🙂
Na trasie 🙂
Startuje z konca, spacerkiem, z zalozenia czekajac na kasie. Dogania mnie przy mecie, chwile przed jestem juz ostatni z facetow. Ruszamy razem.
Tu jeszcze na swiezo, pierwsze 5 kolek idzie w calkiem dobrym tempie, potem ja zaczynam zwalniac i ta tendencja utrzymuje sie do konca. Konczymy jak zaczelismy razem 🙂 Buklak sie przydal, podczas jazdy wypilem mysle ze spokojnie ponad 2l plynow. Odwodnienia nie bylo, choc patelnia, zwana gdzie indziej "saharą" dawala sie we znaki. Z tego tez powodu ciesze sei ze trasa byla w wersji w jakiej byla. Choc "technicznie" stara byla lepsza i bardziej sprzyjala lepszym czasom.
I koniec 🙂 Po sylwetce widac ze sily nie te 😉 Ostatnie 2-3 podjazdy w tym upale rzeczywiscie dawaly sie we znaki. Gorek nie trenowalem w tym roku w ogole i wtedy te 3-4% nachylenia nabiera znaczenia 🙂
Co do organizacji - bez zastrzezen. Wiele spotkan, niektore pierwsze w realu, sporo rozmow, klimat. Przy okazji troche sie poruszac i wieczorem miec to mile zmeczenie. To w tym jest najcenniejsze 🙂 Super patrzec ile osob tu z forum sie wciagnelo lub wciaga 🙂
Gratki 🙂 fajne zdjęcia!
Trochę żałuję, że się was nie uczepilem na początku 🙂 wydaje mi się, że później już przez cały bieg dystans miedzy nami był porównywalny. Generalnie jakoś wszyscy trzymaliśmy się gdzieś blisko.
Może następnym razem będzie okazja by jechać razem.
Ja przegapiłem start. Na starcie byłem sam. Szkoda że nie udało się spotkać przed startem.
A to pierwsze zdjęcie to moja miejscowka była na rozgrzewkę i przebieranie. Rewelacyjne miejsce 🙂
Zapoznawczego kółka nie zrobiłem...
Dzieki 🙂 Polecam bardzo kolko zapoznawcze na kazdych zawodach gdzie sa okrazenia 🙂
Mysle, ze nastepnym razem warto sie umowic 🙂 zadeklarowac mniej wiecej kto chce ukonczyc, kto lekko pocisnac, a kto bardziej i podzielic sie wedle tychze preferencji 🙂 W kupie zawsze sila 🙂
Postaram sie na nastepny sezon (bo na ten jzu nie bardzo bedzie gdzie) ogarnac te forumowe koszulki - to juz nie bedzie szukania 🙂
Poprawiłam swój czas z zeszłego roku o 6 minut! Jestem bardzo zadowolona z wyniku.
Ania, gratulacje i wyniku, i zadowolenia.
Ostatni post: Kicking asphalt 2025 Najnowszy użytkownik: alvaroroepke99 Ostatnie posty Nieprzeczytane Posty Tagi
Ikony forów: Forum nie zawiera nieprzeczytanych postów Forum zawiera nieprzeczytane posty
Ikony wątków: Bez odpowiedzi Odwpowiedzi Aktywny Gorący Przyklejony Niezaakceptowany Rozwiązany Prywatny Zamknięte